REKLAMA

Zabito źrebaka? Tucholska policja prowadzi dochodzenie

11:01, 11.05.2017 | E.S
REKLAMA
Skomentuj
Fotolia

Tucholska policja prowadzi dochodzenie w sprawie zabicia zwierzęcia z naruszeniem przepisów. Grozi za to grzywna, a nawet 2 lata więzienia. Czy mieszkaniec gminy Śliwice zlecił dobicie swojego konia, który nie mógł wstać po upadku, a później jadł mięso zwierzęcia? - Do żadnego uboju nie doszło - broni się właściciel. - Koń upadł, a niedługo potem odkupił go ode mnie handlarz, którego nie znam - twierdzi.

65-letni mieszkaniec gminy Śliwice przyjął pod opiekę niewidomą klacz swojego znajomego. Jak wynika z informacji zebranych przez funkcjonariuszy policji, klacz oźrebiła się już u nowego właściciela. Pierwszy właściciel nie odebrał małego konia, który został ze swoją mamą w jednej z miejscowości w gminie Śliwice.

- To był niespełna roczny źrebak – mówi Stanisław Swinarski z Fundacji Ochrony Zwierząt Pia Causa. – Przypuszczamy, że ktoś go dobił, podzielił, a potem mięso trafiło do lodówki - twierdzi.

Fundacja powiadomiła policję 26 kwietnia, pismo wysłała również do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Tucholi. Nikomu nie postawiono aktu oskarżenia, policjanci prowadzą teraz dochodzenie w sprawie Art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt: "Kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów(...) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2". Policjanci ustalili, że źrebię zostało prawdopodobnie spłoszone przez psy, wbiegło do stajni, gdzie przewróciło się i złamało biodro.

- Mieszkaniec gminy Śliwice miał poprosić znajomego, by je dobił - mówi Justyna Janiak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Tucholi. - Po interwencji policji i fundacji niewidomą klacz zabrał poprzedni właściciel.

"Do żadnego uboju nie doszło"

Mieszkaniec gminy Śliwice wspomina, że konie od pewnego czasu były spłoszone. Tak też miało być w Wielki Piątek, 14 kwietnia.

- Nie wiem, czy bały się psów, wilków, czy ktoś spłoszył je tamtego dnia celowo - snuje przypuszczenia właściciel. Zapewnia, że opiekował się końmi, które od lat są jego pasją. - Przed operacją miałem konie, bawiły się z nimi moje dzieci. Koń jest zwierzęciem płochliwym, a tu ostatnio krąży sfora dzikich psów - dodaje.

Właściciel znalazł leżącego, 10-miesięcznego źrebaka w stodole. Przypuszcza, że koń musiał tam wbiec zbyt szybko, pośliznął się i upadł. Nie mógł się podnieść.

- Nie wiem, czy miał jakiekolwiek złamanie. Dla właściciela taki widok to naprawdę coś strasznego - opowiada 65-latek i zapewnia:

- Do żadnego uboju nie doszło. Koń upadł, a niedługo potem odkupił go ode mnie handlarz, którego nie znam - twierdzi i dodaje, że handlarz wraz z dwoma mężczyznami przyjechali do niego około godzinę po wypadku. 

- Przyjechali godzinę po zdarzeniu. Mieli zgaszone światła - opowiada mieszkaniec gminy Śliwice i dodaje, że nie widział dokładnie twarzy mężczyzny, z którym rozmawiał. Nie rozpoznał też marki samochodu - Po akcencie poznałem, że to byli Kaszubi. [Ten mężczyzna -red. ] nie chciał, żebym włączył światło. Nie wiem, w jaki sposób dowiedział się o tym, co się stało. (...)Wiedział o mnie wszystko, ja o nim nie wiedziałem nic.

W nowym "Tygodniku Tucholskim" publikujemy informacje udostępnione przez policjantów, jak również wersję wydarzeń przedstawioną przez właściciela źrebaka. Podkreślamy, że nikt nie jest oskarżony, trwa dochodzenie "w sprawie". Artykuł zwiera również informacje na temat przepisów dotyczących uboju zwierząt.

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

sąsiadsąsiad

1 0

Znam tego człowieka osobiście i nie uwierzę w wypadek konia i jego sprzedaż nieznajomemu. Ten człowiek zabijał już inne swoje zwierzęta i cała okolica wie jaki to oszust i krętacz. 21:26, 14.05.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone | 2017