Kronikarka

Agnieszka Wirkus, 20 wrzesień 2012, 09:58
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Pani Maria wie, kiedy w Drożdzienicy pojawił się pierwszy telewizor, kto był ostatnim stróżem wsi i gdzie znajdowała się kawiarnia. Ustaliła nazwiska wszystkich przedwojennych mieszkańców. Potrafi opowiedzieć, czym się zajmowali, jak żyli, kiedy umarli.
Kronikarka

Pani Maria pokazuje swój najcenniejszy eksponat. Na zdjęciu przy mogile stoją (od lewej) Rozalia i Maria z domu Szweda, które podczas wojny dbały o mogiłę polskiego żołnierza.

O mało co, a jej przepustka do poznania historii Drożdzienicy (gmina Kęsowo) i śledzenia współczesnych losów wsi, spłonęłaby w piecu.
– Przez lata pracowałam w miejscowej bibliotece. W kotłowni leżały stare papiery na rozpałkę – wspomina Maria Rulewska. – Zobaczyłam pożółkły, gruby zeszyt. To była kronika wsi. Obejrzałam ją i początkowo chciałam wyrzucić, ale coś mnie tknęło i ostatecznie ją zostawiłam.
Zaczęła opisywać w kronice kolejne wydarzenia. Przejęła w ten sposób pałeczkę po Agacie Połom, miejscowej nauczycielce i bibliotekarce, która spisała w notatniku dzieje wsi w latach 1939-1964. Odnotowała każde ważniejsze wydarzenie. A to, że w marcu 1945 roku w Drożdzienicy odbyła się pierwsza powojenna zabawa rozrywkowa, a w 1963 roku w szkole pojawił się pierwszy we wsi telewizor.
– Pamiętam, jak dorośli przyszli na „Bonanzę”. Nas, dzieci nudziło oglądanie filmu. Biegaliśmy i przeszkadzaliśmy – śmieje się pani Maria.

„Ptyś” i ORMO

W 1958 roku powstała biblioteka i do wsi zaczął kursować autobus PKS. Rok później w Drożdzienicy urodziła się Maria Rulewska, która pod koniec lat 80. rozpoczęła pracę w bibliotece.
Pamięta jeszcze swój rodzinny, drewniany dom, który stał między dwiema szkołami – „czerwoną” i „żółtą” jak je nazywa. W drugim budynku lekcje odbywają się do dziś. Istnieje też przedszkole.
– Kiedyś w Drożdzienicy były trzy podstawówki i w każdej uczyły się inne klasy – tłumaczy pani Maria. – W budynku trzeciej szkoły działał przez jakiś czas urząd stanu cywilnego, a potem świetlica, biblioteka, Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej.
Nie ma po nich śladu. Tak jak po kawiarni „Ptyś”, która mieściła się w obecnym sklepie oraz po zlikwidowanym domu kultury. Zniknął drewniany dom pani Marii i ewangelicki kościół, ale wspomnienia ludzi pozostały.

Pilnował wsi

– Odwiedziłam chyba wszystkich mieszkańców wsi, którzy przeżyli II wojnę światową – mówi pani Maria. – Przychodziłam, a seniorzy od razu parzyli kawę. Kazali mi siadać, zaczynali opowiadać. Ja mówiłam, co już wiem, oni coś dodawali i tak rozmawialiśmy godzinami. Dużo się od nich dowiedziałam.
Udało jej się ustalić imiona i nazwiska wszystkich osób, które przed 1939 roku mieszkały w Drożdzienicy. Zna zawody, daty urodzin i śmierci części z nich. W kronice zamieściła listę wszystkich powojennych sołtysów wsi. Znalazła informacje o ostatnim kowalu...
– Jego warsztat znajdował się naprzeciwko mojego rodzinnego domu. Dziś nie ma już po nim śladu – dodaje. – Ciekawym człowiekiem był też ostatni stróż. Staruszek w długim płaszczu, który w nocy pilnował wsi. Spacerował główną ulicą, a gdy się zmęczył, siadał na skrzynce po winie. Odsapnął, czasami przysnął i znów szedł na obchód. Nie trzeba było zamykać domów na klucz, gdy on pracował.

Odważne kobiety

Pani Maria cały czas szuka kolejnych informacji, zdjęć. Dodaje je do swojej kroniki. Nie ukrywa, że każde nowe znalezisko sprawia jej ogromną radość i satysfakcję.
– Ostatnio dostałam zdjęcia przedwojennego tapicera i szklarza w Drożdzienicy. Podarowała mi je jego córka. Długo ją o to prosiłam – przyznaje pani Maria, pokazując pożółkłe fotografie eleganckiego mężczyzny.
Przegląda kolejne segregatory z kroniką i szuka ciekawostek o swojej wsi. Najcenniejszy eksponat pokazuje na koniec. Jest to czarno-białe zdjęcie dwóch młodych kobiet stojących przy mogile.
– To grób polskiego żołnierza, który zmarł podczas wojny – tłumaczy kronikarka. – Mężczyzna został pochowany niedaleko – w okolicach Krajenek. Widoczne na zdjęciu dziewczyny to Rozalia i Maria z domu Szweda, które przez lata dbały o mogiłę. Mimo że Niemcy wiele razy ją niszczyli, one wracały, robiły porządki, zostawiały kwiaty. Ryzykowały.
Marii Rulewskiej udało się ustalić, że po wojnie bliscy żołnierza przenieśli jego szczątki w okolice Warszawy.
– Dziewczyny ucieszyły się, że zmarły spoczął w rodzinnych stronach – dodaje.

Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Sobol%20reklama
Najczęściej komentowane
Godzinę trwała dyskusja dwóch osób podczas ostatniej sesji jednego...
Pod szkołą w Cekcynie na przejściu dla pieszych potrącono...
Wojewoda chce się dowiedzieć, czy Andrzej Pruszak – radny powiatu...
Najczęściej czytane
Zdjęcia zrobione w ostatnich miesiącach przez fotoradary Straży...
Pod szkołą w Cekcynie na przejściu dla pieszych potrącono...
W niedzielę rano na terenie wiertni Tuchola 3 zapaliła się flara...
Najwyżej oceniane
Mieszkańcy Główki i Małej Główki (gmina Śliwice) zakończyli remont...
Spośród dwóch kandydatów rywalizację o pracę w charakterze...
O problemach w śliwickim GOK-u słyszymy od dłuższego czasu. Co się...